Dla nauczycieli

cache_2465924036_1jpg
_______________________________________

      "Szczęśliwe dzieci to te, które sięgają po cele dla nich dostępne"

                                                                                                     Danuta Pluta-Wojciechowska



Dzieci mogą z radością chodzić do szkoły. POLECAM ARTYKUŁY

Metoda zielonego ołówka

pencils-447478_1920jpg

Metoda zielonego ołówka polega na zmianie techniki nauczania z tej opierającej się na podkreślaniu popełnionych przez dziecko błędów na koncentrację i wyróżnianie najdoskonalszych elementów.
 
Zamiast podkreślać w zeszycie dziecka czerwonym długopisem popełnione błędy zaznacz zielonym kolorem to, co wyszło naprawdę dobrze.

Jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma technikami?

•   Używając czerwonego długopisu do zaznaczenia błędów koncentrujemy się na tym co złe, niepoprawne, niedoskonałe. I niestety właśnie to zapisze się w pamięci dziecka – wytykanie błędów. Podkreślenie ich kolorem czerwonym wywołuje przy tym wiele nieprzyjemnych emocji: poczucie wstydu, niemocy, bycia niedoskonałym, strachu, itd.
 •   Druga technika polega na wyróżnieniu tego, co się udało. Ocenie takiej

towarzyszą zupełnie inne emocje oraz zachowania. Świadomie czy nie, dziecko na pewno powtórzy to, co zrobiło dobrze (i co zostało zauważone oraz docenione). Mamy tutaj do czynienia z zupełnie inną motywacją wewnętrzną: dziecko nie będzie koncentrowało się na niepopełnieniu błędów lecz na włożeniu wysiłku w powtórzenie sukcesu. To diametralna różnica w strukturze myślowej.
 Jaki wpływ na późniejsze życie ma podkreślanie błędów popełnianych przez dziecko?•   Od małego uczymy dziecko koncentrowania się na wadach, brakach, na tym co jest niepoprawne oraz na tym co nam wydaje się złe.
 •   Czerwony długopis podkreślający błędy dziecka pozostanie w jego głowie na całe życie. A wraz z nim poczucie bycia niedoskonałym. Może się okazać jedną z przeszkód stojących na drodze do osiągnięcia satysfakcji w życiu.
 

W OCENIE NIE PODKREŚLAJ BŁĘDÓW
WYRÓŻNIJ TO, CO WYSZŁO DOBRZE!!!

http://uptoclouds.pl/metoda-zielonego-olowka/ 

Dlaczego radosne i szczęśliwe dzieci uczą się szybciej? 

Bez zrozumienia zasad funkcjonowania mózgu nie jesteśmy w stanie zmienić systemu edukacji. A bez tego w szkole ciągle będziemy marnować nasze dzieci. O problemie rozmawiamy z Marzeną Żylińską, autorką Książki „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi ”.

Obecny system edukacyjny z 45-minutowymi lekcjami, uczniami przykutymi do krzesła i nauczycielem jako jedynym źródłem wiedzy tkwi głęboko w systemie dziewiętnastowiecznym, kiedy celem edukacji było wychowanie i wykształcenie karnych obywateli, posłusznych i zdyscyplinowanych.

Wtedy nikt nie mówił, że dzieci mają być w szkole szczęśliwe. Ani gdzie indziej. Szczęście nie było celem ani kategorią społeczną. Dzisiaj jest inaczej. Za wszelką cenę chcielibyśmy, żeby nasze dzieci były mądre, dobre, ale przede wszystkim szczęśliwe. Szkoła, do której je odprowadzamy, powstała na użytek świata, którego już nie ma. I stąd biorą się problemy.

Dzieci idące do szkoły z ciekawością i chęcią nauki szybko ją tracą. Jak to się dzieje?

Proces uczenia się nie jest wlewaniem wiedzy do pustych i biernych umysłów uczniów. Mózg ma system selekcji informacji i przyswajając wiedzę, zawsze zadaje sobie pytanie: „Czy to jest mi potrzebne?”. Nie da się wtłoczyć komuś do mózgu tego, co ktoś inny uznał za ważne, każda jednostka sama musi uznać daną wiedzę za ważną lub przydatną. Dopiero wtedy uruchomi procesy, które są niezbędne, by wiedzę przyswoić i utrwalić. System edukacyjny z odgórnie ustalonym programem ignoruje wiedzę o funkcjonowaniu mózgu. W tradycyjnym podejściu uważamy, że nikt nie chce sam z siebie się uczyć, więc trzeba uczniów do nauki zmuszać. To nieprawda, bo dzieci mają naturalną chęć nauki i ciekawość świata. Te, które się czymś interesują i uważają coś za ciekawe, potrafią wchodzić w temat bardzo głęboko. Ale szkoła jest nastawiona na realizację programu, a nie na rozwijanie zainteresowań i talentów uczniów, więc edukacja idzie drogą opresji i wymuszania. To niszczy motywację wewnętrzną wynikającą z ogromnej naturalnej ciekawości poznawczej, jaką mają dzieci.

Szkoła powinna postawić na indywidualność uczniów?

Dziś wszystkich próbujemy nauczyć wszystkiego, ignorując indywidualne zdolności i zainteresowania. Ktoś może powiedzieć, że jeśli pozwolimy dzieciom wybierać, czego chcą się uczyć i co je interesuje, to nie nauczą się wielu rzeczy, które my uważamy za ważne. Tylko że teraz, nie mając tego wyboru, też się ich nie uczą, bo mózg i tak z całego programu edukacji wybiera to, co sam uzna za potrzebne i interesujące.
Badacze mózgu postulują, żebyśmy wreszcie zaczęli podchodzić do edukacji tak jak do innych dziedzin nauki. Na przykład w medycynie lekarz musi dobrać odpowiednią terapię do pacjenta. Jak pacjent źle reaguje na jakąś terapię, to się nie mówi, że on jest zły, tylko zmienia się leki, szuka innej terapii.
A w dzisiejszej szkole wszystkich uczniów próbuje się wtłoczyć w takie same, odgórnie ustalone ramy, ci zaś, którzy nie reagują na zastosowane metody zgodnie z planem, są określani jako słabi. I tu musimy zmienić podejście – jeśli jakaś metoda nauczania nie działa, trzeba szukać innej.
Należy wziąć pod uwagę, że każdy uczeń jest inny, każdy przychodzi z innego środowiska, w którym do tej pory kształtował się jego mózg. Każdy ma inny mózg i każdy uczy się inaczej. Tymczasem my mamy jeden model, który ma być dobry dla wszystkich.

Nasz system edukacyjny nie daje też dzieciom czasu na indywidualne tempo rozwoju. Żeby z otrzymanych informacji stworzyć wiedzę i trwale zapisać ją w strukturach pamięci, mózg musi z nich stworzyć sieć. Niepołączone ze sobą informacje nie tworzą wiedzy. Dlatego po podaniu nowych musi być czas na ich przetwarzanie. Podczas przetwarzania informacji w neuronach zachodzą określone zmiany, wzmacniają się już istniejące połączenia synaptyczne i powstają nowe. Na to potrzeba czasu. Tych procesów nie przyspieszą wymagania programu edukacyjnego.

To wina programu, że dzieci tracą zainteresowanie nauką?

Nie tylko. Mamy w mózgu takie struktury jak neurony lustrzane, które uczą się przez współbrzmienie i zarażanie. Dzieci zarażają się naszą pasją, entuzjazmem, zainteresowaniem, bo neurony lustrzane reagują na to, co dziecko obserwuje u otaczających je ludzi. Dlatego bardzo ważne jest to, kto uczy nasze dzieci w szkole, jakie to są osobowości. To nie mogą być ludzie ponurzy, zamknięci w sobie albo wręcz nielubiący dzieci. Nawet jeden toksyczny nauczyciel może wpłynąć na całe nastawienie dziecka do szkoły i nauki, dlatego jest absolutnie kluczowy. 

A takie elementy jak wyposażenie szkoły, nowe technologie?

Zasada jest taka, że im bogatsze w bodźce środowisko edukacyjne, tym lepszy rozwój mózgu. Ale można sobie wyobrazić, że kreatywny nauczyciel nawet w klasie o gołych ścianach potrafi stworzyć warunki do dobrego rozwoju. Oczywiście zdarza się też, że słaby nauczyciel w dobrze wyposażonej klasie i z pomocą nowych technologii prowadzi nudne lekcje.

Ciekawą lekcję można zrobić i bez fajerwerków.

Dużo lepiej jest, na przykład ucząc biologii, wyjść z dziećmi na łąkę niż pokazać im film. Mózg najlepiej uczy się wielozmysłowo. Każdy z naszych zmysłów ma swoją reprezentację w korze mózgowej. Jeśli poznanie odbywa się tylko za pomocą jednego, dwóch zmysłów, jak to jest w przypadku oglądania filmu czy słuchania wykładu, to w korze mózgowej uaktywniają się jedynie obszary reprezentujące te zmysły. Jeśli natomiast dziecko poznaje coś aktywnie, w ruchu – budując, rzucając, rozmawiając, dotykając, oglądając, smakując, wąchając – czyli im więcej zmysłów zaangażujemy w poznanie danego zagadnienia, tym większy obszar struktur mózgowych będzie aktywny i bardziej się rozwinie.

Dlatego telewizja i komputer nie powinny zajmować dzieciom dużo czasu?

Siedząc przed ekranem, możemy rozwinąć co najwyżej tę część mózgu, która odpowiada za odbieranie bodźców wzrokowych i słuchowych. A na przykład grając w piłkę, angażujemy wzrok, słuch, zmysł równowagi, dotyk, ćwiczymy koordynację ręka – oko lub noga – oko, rozwijamy połączenia neuronalne, które z kolei rozwijają wyobraźnię przestrzenną i później wykorzystywane są na lekcjach matematyki.

Dziecko spędza w szkole około połowy swojego aktywnego czasu. Drugą połowę – popołudnia, weekendy, wakacje – mamy do dyspozycji my, rodzice. Jak ją dobrze wykorzystać?

Badacze mózgu wskazują, że nasz mózg uczy się cały czas. U dziecka ma znaczenie to, ile z nim rozmawiamy, ile czytamy mu książeczek, czy buduje zamki z piasku, czy puszcza latawce, jeździ na łyżwach… Istotne jest całe spektrum kontaktów dziecka ze światem. Każde z tych doświadczeń kształtuje mózg, budując i utrwalając indywidualną sieć neuronalną. Mózg lubi nowości. Im więcej nowych zadań i wyzwań, które dziecko pokonuje, tym lepiej. Świetne efekty przynosi czytanie dzieciom na głos – nawet wtedy, kiedy już same umieją to robić – rozwija słownictwo, koncentrację. Warto też dużo z dziećmi rozmawiać. Najsilniejszym motorem, który pcha dzieci ku wiedzy, jest ich naturalna ciekawość poznawcza. Dlatego zadają nam tyle pytań. Odpowiadajmy na nie najlepiej, jak umiemy, nie zbywajmy ich, traktujmy poważnie. Wychodźmy często z domu, poznawajmy świat wspólnie. Nie trzeba od razu jechać do Egiptu czy Tunezji, wystarczy pójść do parku lub na łąkę, gdzie można doskonale uczyć dzieci obserwowania świata. Zwykłe domowe czynności mogą być okazją do nauki matematyki.
Na przykład przygotowując ciasto i odmierzając składniki, gdy chcemy zrobić podwójną porcję, już jest okazja, żeby dziecko obliczyło, ile potrzeba mąki, jeśli w przepisie jest jedna szklanka, ile jajek, jeśli w przepisie jest pięć. Albo kiedy malujemy czy tapetujemy pokój – obliczamy, jaka jest powierzchnia ścian i ile rolek tapety trzeba kupić. W takich sytuacjach mózg od razu widzi, po co jest ta wiedza, i natychmiast uwalnia neuroprzekaźniki. Rozpoczyna proces budowy połączeń neuronalnych, które zapiszą zdobytą podczas tego pieczenia ciasta czy tapetowania wiedzę matematyczną.

Rodzice często nie wiedzą, co to znaczy dobra szkoła i jak ją znaleźć.

Głównym kryterium dla wielu rodziców jest to, jak szkoła wypada w testach. Pierwsze, co robią, to sprawdzają jej miejsce w rankingach. I to jest błąd. Miarą sukcesu szkoły jest to, czy dzieci zachowują w niej swoją naturalną chęć do uczenia się, czy są szczęśliwe i czy się rozwijają. Rozwój daje radość – to wynika z tego, jak działa nasz mózg. Ale tego nie pokażą testy z zero-jedynkowym kluczem.
Zamiast skupiać się na ich wynikach, powinniśmy większą wagę przykładać do relacji w szkole. Neuronaukowcy przekonują, że istnieje bardzo ścisła zależność pomiędzy jakością relacji międzyludzkich a osiąganymi wynikami.
Żeby uczeń chciał się uczyć od nauczyciela, musi go najpierw lubić. Są nauczyciele, którzy mówią: „Ja tu nie jestem od lubienia, ja tu jestem od uczenia”. To ogromny błąd i brak podstawowej wiedzy na temat przebiegu procesów uczenia się. Dobry nauczyciel to nie ten, który zrealizuje cały program i zrobi dużo testów. Dobry nauczyciel to ten, którego uczniowie lubią, z którym chętnie przebywają, któremu zadają pytania, a on ma dla nich czas i poświęca im uwagę. U takiego nauczyciela dzieci rozwijają swój potencjał i nie tracą chęci do uczenia się.
Słabi nauczyciele zabijają w dzieciach chęć do nauki i ciekawość poznawczą, a to jest najgorsze, co mogą dziecku zrobić. Stres zapisuje się w strukturach neuronalnych razem z informacjami z danego przedmiotu i pozostaje na całe życie w postaci trwałego urazu i niechęci do przedmiotu, którego ten nauczyciel uczy.

Nie ma powodu, byśmy się biernie przyglądali, jak nasze dzieci w szkole przeżywają stres, jak tracą zainteresowanie i wiarę w siebie, jak marnują talenty. Jeśli dziecko niechętnie chodzi do szkoły, boi się, nie chce się uczyć, to znaczy, że coś jest nie tak ze szkołą i nauczycielami, a nie z dzieckiem. Nie bójmy się w takich sytuacjach reagować. Nawet jeśli oznaczałoby to zmianę klasy czy szkoły. W Polsce jest 650 tysięcy nauczycieli, a wśród nich naprawdę wielu świetnych i wiele bardzo dobrych szkół, w których najważniejsze jest dziecko, a nie miejsce w rankingu. Do nich posyłajmy dzieci.

Powinniśmy zadać sobie pytanie: po co wysyłamy dzieci do szkoły? Czy chodzi tylko o wiedzę kognitywną, bo tę sprawdzają testy, na których z kolei opierają się rankingi? Czy może jednak w szkole powinno być też miejsce na bycie szczęśliwym, na rozwijanie umiejętności komunikacyjnych, współpracy z innymi, własnych zainteresowań i talentów?

Marzena Żylińska 

Autorka licznych artykułów, materiałów dydaktycznych wykorzystujących wnioski płynące z badań nad mózgiem oraz książek „Między podręcznikiem a internetem” (Warszawa 2013) i „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi” (Toruń 2013). Prowadzi blog „Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce”.http://egaga.pl/dlaczego-radosne-i-szczesliwe-dzieci-ucza-sie-szybciej/


WIEMY JAK WSPIERAĆ DZIECI Z OPÓŹNIENIAMI ROZWOJOWYMI. PISZEMY PLANY INDYWIDUALNYCH DZIAŁAŃ, POWOŁUJEMY ZESPOŁY FACHOWCÓW, PRACUJEMY Z DZIECKIEM INDYWIDUALNIE.

 JAK ROZPOZNAĆ DZIECI UZDOLNIONE, PONADPRZECIĘTNE?

JAKIMI METODAMI WSPIERAĆ ICH ROZWÓJ?

DZIECI SZYBKO NUDZĄ SIĘ NA LEKCJI, CZĘSTO ZADAJĄ DUŻO PYTAŃ, BYWAJĄ RUCHLIWE I BARDZO CIEKAWE ŻYCIA, LUDZI I ZJAWISK. SĄ NIEKIEDY ODBIERANE JAKO MĘCZĄCE I PRZESZKADZAJĄCE W PRACY NAUCZYCIELA!( jak pisze Sękowski o dzieciach zdolnych:"...uczeń energiczny, bardzo aktywny intelektualnie, może być narażony na frustrację... Spostrzegany jest jako nadmiernie aktywny, potrzebuje stałej aktywności innych osób ze środowiska rówieśników. Może zaburzać plany innych. Zachowanie takie bywa spostrzegane jako brak zrównoważenia emocjonalnego i chęć zdominowania innych." ) POLECAM ARTYKUŁ PONIŻEJ.

                                                                                                Magdalena Kryźba  

Już u  2,3,4-latka możemy zaobserwować wyraźne sygnały świadczące o ponadprzeciętnych zdolnościach. Dotyczą różnych sfer: zdolności umysłowe, zdolności przywódcze, sztuki plastyczne, muzyczne, zdolności psychomotoryczne (sportowe), twórcze myślenie, specyficzne umiejętności w poszczególnych dziedzinach wiedzy. W literaturze przedmiotu odnajduję wskaźnik, że 5% populacji szkolnej to dzieci wykazujące się osiągnięciami jak i dzieci z potencjalnymi zdolnościami.

                            Jak rozpoznać zdolne dziecko ? 

Charakterystyczne cechy uzdolnionych dzieci:

•   Jest bystrym obserwatorem.

•   Wykonuje zadania umysłowe z przyjemnością.

•   Uczy się szybko i dobrze.

•   Używa poprawnie wielu słów.

•   Zadaje bardzo dużo pytań.

•   Ma oryginalne pomysły.

•   Skupia swoją uwagę na prezentowanych zjawiskach.

•   Ma dobrą pamięć.

•   Z łatwością uczy się czytania.

•   Dominuje w zabawach z innymi dziećmi ( rówieśnikami i starszymi).

•   Ma pomysły na zabawę, gdy bawi się z innymi.

•   Spędza dużo czasu na malowaniu, wycinaniu, klejeniu, lepieniu itp.

•   Ma dobre wyczucie perspektywy i szczegółu, gdy rysuje.

•   Rysuje oryginalne rysunki, które nie przypominają rysunków innych dzieci.

•   Lubi oglądać obrazy i komentować je.

•   Jest ożywiony, gdy rozwiązuje problem, bądź dokonuje jakiegoś odkrycia.

•   Jest dobrym obserwatorem ludzi i zjawisk.

•   Przejawia radość z życia.

•   Jest pewny siebie, jeśli chodzi o jego umiejętności rozwiązywania nowego problemu.

•   Ma wielu przyjaciół i kolegów.

•   Jest zawsze chętne do odkrywania nowego otoczenia.

•   Inni traktują go jako przywódcę.

•   Wymyśla pomysłowe opowiadania i lubi je opowiadać.

•   Przejawia bardzo niezależne postawy wobec życia.

•   Przejawia zamiłowanie do zabaw językowych, gier słownych (rymowanki, zgadywanki)

•   Niegrzecznie zachowuje się zwłaszcza w chwilach znudzenia.

•   Brak cierpliwości wobec rówieśników wolniej kojarzących fakty.

•   Ma dobre poczucie rytmu i lubi poruszać się w takt melodii.

•   Posługuje się ekspresywnymi ruchami ciała dla okazania nastroju, emocji. (zarówno tych przyjemnych i nieprzyjemnych)

•   Ma dobrą koordynację ruchów.

•   Nie zraża się łatwo gdy coś jest nie po jego myśli.

•   Lubi rozwiązywać zadania liczbowe.

•   Chce poznać przyczyny zjawisk.

•   Jest manualnie zręczne i potrafi manipulować niewielkimi przedmiotami.

•   Bardzo pochłaniają go rzeczy, wobec których wykazuje zainteresowanie.

•   Bez przerwy eksperymentuje z nowymi rzeczami.

•   Woli samodzielnie rozwiązywać problemy.

•   Jest bardzo pomysłowe w znajdywaniu odpowiedzi i nowych sposobów robienia czegoś.

•   Ma bujną, bogatą wyobraźnię, tworzy świat fantazji.

 Potrzebujemy  ludzi inteligentnych, dlatego odpowiedzialność wychowania zdolnych dzieci, czy nawet genialnych zależy w dużej mierze od dorosłych,od nauczycieli i wychowawców, a przede wszystkim od rodziców.  To, czy wrodzony potencjał zostanie urzeczywistniony, będzie znaczącym krokiem w kierunku rozwoju zdolności.

David Lewis podaje 10 sposobów wspierania rozwoju dziecka (wzbogacania świata naszego dziecka) 

1. Wszystkie dzieci mają potrzebę dokonywania odkryć.

2. Dzieci poznają świat przez rozwiązywanie problemów.

3. Zadanie nie jest skomplikowane samo w sobie, dziecko nie rodzi się głupie.

4. Porażka nie jest oznaką niższości umysłowej dziecka.

5. Należy sprawdzić ,czy wszystkie dane są w pełni dla dziecka zrozumiałe.

6. Należy sprawdzić czy dziecko zna właściwe strategie potrzebne do rozwiązania problemu.

7. Czy dziecko rozumie to, czego od niego się oczekuje.

8. Porażka wynika z lęku przed zadaniem.

9. Zdawanie sobie sprawy z poniesionej klęski, naprawienie błędu, uczenie się na błędach.

10. Należy zachęcać i wzmacniać dziecko przy rozwiązywaniu problemów.

DZIECKO RODZI SIĘ WSZECHSTRONNIE UZDOLNIONE, Z PEŁNĄ MOŻLIWOŚCIĄ ROZWOJU WE WSZYSTKICH KIERUNKACH. TRZEBA STWORZYĆ MU MOŻLIWOŚCI ROZWOJU.

                                                                                               D.Levis 

Rok 2010/2011 minister Katarzyna Hall ogłosiła Rokiem Odkrywania Talentów, uzasadniając tę ideę koniecznością zapewniania indywidualnego podejścia do potrzeb i zdolności każdego ucznia. ...zdolności, zainteresowania, możliwości poszczególnych uczniów są różne. Różnym dzieciom potrzebne są różne drogi edukacyjne. Misją szkoły jest pomoc wszystkim dzieciom w rozwoju ich talentów i umiejętności. Tylko szkoła nastawiona na wsparcie każdego dziecka w jak najpełniejszym rozwinięciu jego możliwości i zdolności zminimalizuje ryzyko zgubienia po drodze "diamentów", a tymi wyłonionymi odpowiednio się zajmie" (http://www.men.gov.pl/ 2010.01.09

LITERATURA

Dyrała Beata, "Edukacyjne wspieranie rozwoju uczniów zdolnych", Wydawnictwo Akademickie ŻAK

Lewis Dawid, "Jak wychować zdolne dziecko”, PZWL

Puślecki Władysław, "Wspieranie elementarnych zdolności twórczych uczniów", Impuls

Sękowski Andrzej, "Osiągnięcia uczniów zdolnych", Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Smutny Joan, Eby Judy ,"Jak kształcić uzdolnienia dzieci i młodzieży", WSiP

                                                                                                   Magdalena Kryźba

Aktem prawa oświatowego, który zawiera regulacje dotyczące kształcenia i opieki nad uczniami zdolnymi jest Ustawa o sytemie oświaty z dnia 7 września 1991 roku (Dz.U. Z 2004 r. Nr 256, poz.2572,ze zm.)

                                                                                                       


W dniu 18 listopada 2016 r.


  logo1xpng

DEBATA "DZIECKO PODMIOT CZY PRZEDMIOT W PROCESIE WYCHOWANIA"

W dniu 18 listopada 2016 r. w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Brzezinach odbyła się debata na temat: „Dziecko – podmiot czy przedmiot w procesie wychowania”. Debata została zorganizowana we współpracy z Poradnią Psychologiczno – Pedagogiczną w Brzezinach. Debatę otworzył Starosta Brzeziński Pan Edmund Kotecki. Prelegantami byli specjaliści z zakresu psychologii reprezentujący Poradnię Psychologiczno – Pedagogiczną w Brzezinach oraz Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjny w Łodzi. Swoje wystąpienia przygotowali również kurator z Sądu Rejonowego w Brzezinach i logopeda ze Studia Terapii Mowy. W debacie uczestniczyli przedstawiciele Wydział Rodziny i Polityki Społecznej Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego, dyrektorzy szkół podstawowych, przedstawiciele ośrodków pomocy społecznej z terenu powiatu brzezińskiego, przedstawiciele Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej oraz Komendy Powiatowej Policji w Brzezinach.

Program debaty:
10: 00 – 10:15 Rozpoczęcie. Powitanie gości
10:15 – 10:45 „Kryteria diagnostyczne i postępowanie wychowawcze z dzieckiem z zespołem FAS” – Paweł Nowak – psycholog
10:45 – 11:15 „Słonie, żółwie i meduzy, czyli o przywiązaniu jako fundamencie rozwoju człowieka” – Aleksandra Pawłowska – psycholog
11:15 – 11:30 Przerwa kawowa
11:30 – 12:00 „Wychowanie dla wartości i do odpowiedzialności” – Alicja Klemańska – psycholog
12:00 – 12:20 „Małoletni, nieletni czy młodociany? Dziecko w świetle obowiązujących przepisów prawnych” – Ewelina Krasnowska – Kierownik Zespołu Kuratorskiej Służby Sądowej
12:20 – 12:50 „Wczesna profilaktyka logopedyczna. Wykrywanie i zapobieganie nieprawidłowości rozwoju
u dzieci” – Magdalena Kryźba – logopeda

  http://pcpr-brzeziny.pl/2016/11/23/debata-dziecko-podmiot-czy-przedmiot-w-procesie-wychowania/ 


img_0714jpg

Dziecko – podmiot czy przedmiot w procesie wychowania


        RECEPTA NA SZCZĘŚCIE / NASTOLATEK W HARMONII Z DOROSŁYM/                                    

Każdy człowiek przechodzi okres dorastania. Niektórzy z nas mają go już za sobą inni właśnie w niego wkraczają. Przyjmuje się, że etap dorastania rozpoczyna się miedzy 12-24 rokiem życia. Na samą myśl mamy gęsią skórkę wspominając etap dojrzewania swoich dzieci. Nie musi tak być.

Chciałabym przedstawić pogląd znanego profesora Daniela J. Siegela pracującego na UCLA School of Medicine. Jego zdaniem dojrzewanie nie jest najtrudniejszym i najbardziej przykrym etapem w życiu młodego człowieka i jego najbliższych. Nastolatek wreszcie poczuje się ważny i zrozumiany jeśli zmienimy perspektywę patrząc na etap dojrzewania.

 Jednym z największych mitów jest przekonanie, że „buzujące hormony” mogą doprowadzić nastolatka do utraty kontroli nad swoim życiem. Najnowsze badania dowiodły, że to nie hormony, lecz zmiany rozwojowe w mózgu, odpowiadają za kształtowanie doświadczeń dorastającego człowieka.

Kolejnym mitem jest przekonanie, że dorastanie to czas niedojrzałości. Okres ten postrzegany jest jako niewygodny, który musimy przeminąć. Dorastanie może być dezorientujące i przerażające, gdyż doświadczamy przeżyć nowych, intensywnych często zaskakujących. Z punktu widzenia rodziców, nauczycieli, zachowanie nastolatków wydawać się może niezrozumiałe i bezsensowne. Tak nie jest. Rozwój młodego człowieka możliwy jest właśnie dzięki zmianom. Testowanie tego co fascynujące i nowe, wyznaczanie i sprawdzanie granic. Rozwijanie pasji. To daje szansę na budowanie charakteru.

                Trzecim mitem jest podejście mówiące o tym, że dorastanie to całkowite przejście do niezależności od dorosłych. Jak trudno zupełnie oderwać się od rodziny. Jak ciężko musi być tym, którzy muszą dokonywać wyboru samodzielność? Czy uwiązanie z rodziną. Tak nie musi być. Na tym etapie życia rzeczywiście pojawia się ogromna potrzeba by uniezależnić się od rodziców. Jest ona naturalna. Najbardziej zdrowa relalcja dziecko-rodzic powinna polegać na stworzeniu pewnej zależności, a nie całkowitej samodzielności. W okresie dojrzewania więzi z rodzicami ulegają zmianie. Ważniejsze stają się relacje przyjacielskie. Nastolatki nie potrzebują opieki. Dystansują się od rodziców oraz innych dorosłych. Środowisko rówieśnicze staje się najważniejsze. W sposób naturalny uczą się troszczyć o innych i korzystać z pomocy innych . Na tym polega zależność , którą nastolatek w sposób naturalny zaczyna tworzyć z dorosłymi najczęściej rodzicami. Taka zmian powinna nam rodzicom uświadomić, że nastolatek nie chce nas porzucić, relacje muszą zmienić się. Nastolatek jako partner i przyjaciel. Rodzice jako osoby zaufane wspierające i rozumiejące naturalną potrzebę nastolatka do samodzielnego poznawania świata i badania granic.

                Dorastanie to bardzo ważny etap. Nie może zostać pominięty, przeczekany. Dla nastolatka to krok w zupełnie nową rzeczywistość. Poszukując swojej drogi, lepiej mieć u boku przyjaciela wspierającego, niż krytykującego rodzica nakazującego i zakazującego. Jasne, że na drodze do pełnej dojrzałości nastolatek nieraz się potknie lub zrobi coś niewłaściwie. Ma do tego prawo. Doświadczenie, które sam sobie funduje dają szanse na odnalezienie tej drogi w której będzie czuł się szczęśliwy i zrealizowany. Marudzenie, krytykowanie go może jedynie spowodować osłabienie relacji z rodzicami. Kreatywność i rozwój kompetencji społecznych jest w tym czasie ogromna. Nastolatek budując relacje z innymi nowymi grupami społecznymi eksploruje świat. Rodzice muszą to zrozumieć. Jeśli chcą nadal iść tą samą drogą w relacji tym razem partnersko-przyjacielskiej. Nastolatek popychany naturalnymi etapami rozwoju i tak będzie poznawał świat samemu wyznaczając sobie granice. Będzie poszukiwał pasji i rozwijał własne zainteresowania. Będzie mu łatwiej jeśli jego najbliższa rodzina będzie go wspierała a nie tylko nakazywała i zabraniała.

                „Potencjał dorastania to ESENCJA udanego życia- zarówno w okresie dorastania, jak i w dorosłości.”-pisze w swojej książce Daniel Siegel „Burza mózgu nastolatka”

Okazuje się, że recepta na szczęście podana przez naturę właśnie w okresie dorastania. Naturalna potrzeba do rozwijania poniższych sfer daje zadowolenie i szczęście w każdym wieku, u nastolatka, 30-latka, 40-latka, 50-latka i 70-latka.

·         ENERGIA EMOCJONALNA- musimy docenić i uszanować swoje wewnętrzne przeżycia, które w okresie dorastania są najbardziej intensywne. W dorosłości mogą nadawać sens naszemu życiu. Dodają energii do życia napędzając szczęście.

·         ZAANGAŻOWANIE SPOŁECZNE- przebywając  z innymi ludźmi czerpiemy dużo radości i satysfakcji. Wiek nie ma tu żadnych ograniczeń. Gdy spotykam ulubionych znajomych zawsze świetnie się bawimy i dobrze czujemy. W okresie dojrzewania kontakty z innymi są najważniejsze.

·         POSZUKIWANIE NOWOŚCI –wynika z potrzeby poszukiwania nowych doświadczeń. Dzięki doświadczeniom stymulujemy swoje zmysły, emocje, myśli oraz ciało. Nastolatek naturalny sposób poszukuje tego typu przeżyć. Dorosły również potrzebuje odkrywania nowości fundując sobie doznania wielozmysłowe.

·         TWÓRCZA EKSPLORACJA –zmiana perspektywy myślenia, kreatywność w działaniu, tworzenie czegoś nowego, odkrywanie i ulepszanie. To pozwala rozwijać pasje, powoduje zadowolenie i radość z obcowaniem ze światem.

 

Dorosły, który zatracił zdolność odczuwania intensywnych emocji, nie zrozumie entuzjazmu  nastolatka. Często przeszkadza mu ten nadmiar emocji i radości, który przenika przez całe ciało nastolatka. Nastolatek prowadzi bogate życie towarzyskie. Nudny, ogarnięty rutyną dorosły często czuje się samotny, przemęczony . Brak u niego chęci do wypróbowywania nowych sposobów myślenia i działania. W odbiorze nastolatka jest nudny, stary i z innej epoki. Można to zmienić. Dorośli wciąż wymagają od nastolatków podporządkowania, trzymania się wyznaczonych reguł i kanonów postępowania. A właśnie ta rutyna hamuje rozwój młodego człowieka. Przepaść pokoleniowa jest do pokonania. Dorosły musi popatrzeć na swojego nastolatka jak na odpowiedzialnego, młodego człowieka chcącego rozwijać swoje pasje i zainteresowania, w poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Dorośli muszą zawrócić do przeżyć ze swojego nastoletniego życia. Poczuć napływ emocji i zrozumieć, że uczymy się przez całe życie. Dorosły ma więcej doświadczeń, może się mini dzielić z nastolatkiem, nie może narzucać własnej wizji przyszłości. Taka relacja jest ogromnym wsparciem dla rodziców i dla nastolatków. Rodzic czuje, że ma kontakt z dzieckiem, a nastolatek wie, że rodzic wspiera go w jego pierwszych krokach w dorosłość.

                                                                                                                                                      Magdalena Kryźba

glottodydaktyk, logopeda, pedagog, trener biofeedback, nauczyciel przedszkolny i wczesnoszkolny, terapeuta zajęciowy